Miłość a podróże

Miłość i podróże. Co to w ogóle ma ze sobą wspólnego? Zanim odpowiem, chcę Cię ostrzec. Jeśli nigdy w życiu nie byłaś/eś zakochana/y, nie czytaj tego tekstu. Wyda Ci się pretensjonalny. Zniechęci Cię zapewne fakt, że słowo miłość powtarza się w nim 27 razy. Jeśli byłaś/eś zakochana/y, to być może rzuci on na Twoje uczucia inne światło. Może przekonasz się, że to, co do tej pory nazywałaś/eś miłością wcale nią nie było. A może przeciwnie – znajdziesz w tym tekście lustrzane odbicie swoich uczuć? Zresztą, sprawdź sam/a, jeśli masz odwagę…

Podróże a miłość

Pierwsza miłość

Pierwszą miłością zachłystujemy się i chłoniemy ją całymi sobą. Z początku z pewną dozą ostrożności, by w końcu, kiedy uświadomimy sobie, że to szczęście trwa, zatopić się w nim po uszy. Rzucamy się w wir uczucia bez kamizelki ratunkowej, dajemy się porwać jego nurtowi. Szum w uszach zagłusza racjonalne myślenie. To stan, który zmienia się jak w kalejdoskopie – od strachu, przez upojenie, bezgraniczną radość, by znowu zasiać ziarno lęku. Od nadmiaru endorfin kręci nam się w głowie. Upajamy się miłością. Tą pierwszą. Ta mieszanina uczuć trwa do czasu aż jakaś nieznana siła pociągnie za kurek i cała euforia spłynie z naszego wydawałoby się tak pojemnego serca, zataczając przy tym coraz mniejsze kręgi. A my lądujemy z łomotem na ziemię.

Czasem pierwsza miłość to tylko okamgnienie, innym razem trwa latami, a bywa, że nie kończy się nigdy, przeradzając się w głębokie i trwałe uczucie. Zdarza się jednak, że nastaje moment, kiedy zdajemy sobie sprawę, że tak wiele jeszcze przed nami, a pierwsza miłość to tylko początek. Ta myśl jest też początkiem końca naszej pierwszej miłości. Z większym lub mniejszym żalem zostawiamy ją za sobą i idziemy śmiało przed siebie, szukając jeszcze niezdefiniowanego do końca „tego czegoś”. Być może pod wpływem impulsu, tkwiącej gdzieś głęboko w nas tęsknoty, zawrócimy jeszcze na moment z nowej ścieżki i pozwolimy sobie choć na chwilę pobyć z naszą pierwszą miłością. Będziemy za nią skrycie tęsknić, ale rozsądek, który jakimś cudem wrócił po szalonym czasie zakochania, będzie nam podpowiadał, że czas ruszyć dalej. Będziemy rozważać powroty, analizować każdą chwilę i rozkładać ją na części pierwsze. Będziemy tęsknić… do czasu aż spotkamy naszą największą miłość.

Największa miłość

Z plecakiem doświadczenia ruszamy na spotkanie nowego. Zaczyna się podobnie jak z pierwszą miłością – od strachu. Nie jest to jednak paniczny lęk wynikający z niewiedzy, a raczej obawa, czy nowe sprosta naszym oczekiwaniom. Jesteśmy już jednak mądrzejsi, a uczucia nie dominują nad racjonalizmem. Dopiero za jakiś czas przekonamy się, jak bardzo przeceniliśmy nasz racjonalizm, kiedy stopniowo rosnące uczucie wybuchnie jak drzemiący wulkan. Jeszcze przez długi czas będziemy podziwiać to, co kryje w sobie nasza największa miłość. Tym razem jednak delektujemy się tym uczuciem, powoli i z rozwagą, dozujemy sobie przyjemność. Teraz mamy niemal stuprocentową pewność, że to nie jest przelotne uczucie, że tak wiele jeszcze na nas czeka.

Pierwszej miłości nie zapomina się nigdy. W najmniej oczekiwanym momencie wróci do nas wspomnienie o niej, tak żywe jakby wspólne chwile miały miejsce wczoraj. Pozwolimy sobie nawet na chwilę zatopić się znowu w tym uczuciu, a właściwie już jego wyblakłym wspomnieniu. I wtedy przypomnimy sobie o naszej największej miłości, tej, która jest tu dla nas na co dzień. Tej, która spełnia wszystkie nasze oczekiwania, dostarcza nam wrażeń i emocji, jakich zawsze potrzebowaliśmy i, co najistotniejsze, zostanie z nami do końca.

Miłość a podróże

Co ta cała paplanina o miłości ma właściwie wspólnego z podróżami? – zapytasz. Zdradzę Ci, że nie znajdziesz tutaj kobiety i mężczyzny. Odnajdziesz za to niespokojną duszę i miejsca, w których się zakochuje. To podróże darzy miłością, wieczory spędza na wspomnieniach o odwiedzonych krainach i marzeniach o kolejnych. Szuka pretekstu, żeby opowiedzieć o nich znajomym, wszędzie widzi rzeczy, które przypominają jej o ukochanych miejscach. I ciągle kocha – miłością pierwszą i największą.

To tekst o mnie i o Tobie – podróżniku, marzycielu i odkrywco. Nie zaprzeczysz, że gdzieś na świecie jest miejsce, które pokochałeś całym sobą, bo jako pierwsze poruszyło Twoje serce i wszystkie zmysły. To tam poznałeś, co znaczy naprawdę podróżować. To tam przetarłeś swoje pierwsze ścieżki, zacząłeś doznawać stanów, o których wcześniej nie miałeś pojęcia. Przekonałeś się, że życie może być takie ekscytujące. Nie dowierzałeś, ale chciałeś więcej.

Przy odrobinie szczęścia spotkałeś również swoją największą miłość. Po pierwszej miłości zazwyczaj pojawia się uczucie niedosytu. Szukasz więc dalej i w końcu trafiasz w miejsce, które swoim urokiem zdobywa Twoje serce z dnia na dzień coraz bardziej. Czujesz, że to tam jest Twoja enklawa.

Twoje serce z pewnością zostanie przy pierwszej miłości do końca. Zawsze będziesz wspominał ją z rozrzewnieniem i czule o niej opowiadał. Pod skórą jednak czujesz, że nowe odkrycie jest tym, czego zawsze szukałeś. Twoja przygoda z największą miłością nie skończy się nawet, kiedy rozdzielą Was tysiące kilometrów. Przecież miłość na odległość może przetrwać, wbrew temu, co twierdzi wielu.

Nie bój się flirtu

To, że znalazłeś swoje miejsce na ziemi nie znaczy, że nie możesz flirtować z innymi krajami, miastami, miasteczkami… To normalne, niespokojne dusze już tak mają. Jednak to swojej największej miłości pozostaniesz wierny do końca, nie powiesz o niej złego słowa. Jej los zawsze będzie dla Ciebie najważniejszy, a gdy będzie trzeba, obronisz ją własnym ciałem.

Muszę przyznać, że ja miałam już tyle szczęścia, żeby poznać moją pierwszą i największą miłość. Euforyczne uczucie nazywane tu przeze mnie pierwszą miłością wybuchło na małej, niepozornej greckiej wyspie położonej w archipelagu Cyklad – Paros. Jednak miejscem, które darzę szczególnym uczuciem już na zawsze pozostanie Turcja. Życzę Ci podróżniku, żeby i do Ciebie uśmiechnął się los, stawiając na Twojej drodze to jedyne, niepowtarzalne miejsce, w którym zakochasz się bez opamiętania. A może już takie masz? Napisz w komentarzu, za co je najbardziej kochasz :)

6 myśli nt. „Miłość a podróże

  1. Pingback: Złe dobrego początki – Paros |

    • Joanna Dark Autor wpisu

      Grecja – moja kolejna miłość (może nie tak wielka jak do Turcji, ale jednak) :) A gdzie byłaś na Erasmusie? Ja pracowałam na Kos i Paros i miałam okazję zobaczyć kawałek Krety.

      Odpowiedz
  2. Tee

    Nie mam takiego jednego miejsca ,które bym pokochał całym sobą, dlatego, że jest tych miejsc wiele. Gdybym pokochał tylko jedno miejsce ,to bym się ograniczył. Życzę wielu ciekawych podróży.

    Odpowiedz
    • Joanna Dark Autor wpisu

      Dziękuję :) Nie do końca jednak rozumiem, co masz na myśli pisząc, że ograniczyłbyś się, gdybyś pokochał jedno miejsce. Czy chodzi o to, że chciałbyś tam wciąż wracać i trudno byłoby zachwycić się czym innym? Ja nie czuję, że mój szczególny stosunek do Turcji w jakiś sposób mnie ogranicza. Tak samo, jak ogromnym sentymentem darzę moje miasto rodzinne, w którym już nie mieszkam, tak Turcja jest dla mnie wyjątkowa pewnie również z tego względu, że wiążą się z nią wyjątkowe wspomnienia. Gdziekolwiek nie jestem, potrafię powiedzieć, czy jest to po prostu kolejne piękne/ciekawe miejsce na liście odwiedzonych czy też zajmie w moich wspomnieniach szczególne miejsce. Do Turcji na pewno jeszcze wrócę, ale moim marzeniem jest poznać jak największą część świata i powoli to realizuję, niezależnie od faktu, że kocham Turcję 😉 Praktykuję póki co miłość na odległość 😉

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *