Czym zaskoczyła mnie Turcja?

Długo zaklinał się, że wymyśli coś, żeby w TYM MIEJSCU można było usiąść. Postawił TAM nawet krzesło i zaczął kombinować, jak wyjąć z niego siedzisko. Nie obyło się bez kilku soczystych polsko-niemieckich przekleństw. Dokładnie nie pamiętam, ale może właśnie wtedy powstał twór „ku*wa – murwa”, z taką lubością powtarzany przez Viktora w różnorakich sytuacjach. W końcu się poddał (jak my wszyscy, bo nie znam żadnego obcokrajowca w Turcji, który byłby zachwycony takim obrotem spraw) i pozbawiony złudzeń musiał zaakceptować fakt, że w naszym mieszkaniu była… turecka toaleta.

Przylatując do Ankary, wiedziałam czego spodziewać się po mieszkaniu, w którym miałam stacjonować następne 4,5 miesiąca. Ania, studentka z Katowic, z którą nawiązałam kontakt jeszcze w Polsce, znalazła je dla nas, a właściciel wysłał nam zdjęcia pokoi. No właśnie – pokoi. Zapomniał tylko (trudno nie ulec wrażeniu, że był to jednak celowy zabieg) wysłać nam zdjęcia toalety. Ta okazała się wyposażona po turecku. Nie jestem osobą, która szuka luksusów, ale widok dziury w podłodze wzbudził we mnie mieszane uczucia. Pierwszą myślą było: „Muszę znaleźć inne mieszkanie!”. Jednak już po chwili jakiś szelmowski głosik w mojej głowie szepnął figlarnie: „Przecież sama chciałaś poznać wszystkie aspekty życia w Turcji, więc proszę, oto są – korzystaj”. I skorzystałam…

Pierwszy raz wyglądał zupełnie jak podchodzenie psa do jeża – jak na to wejść, w którą stronę się ustawić i dlaczego, u licha, to nie ma spłuczki?! Ubikacja turecka wymusza na osobie korzystającej przykucnięcie w celu załatwienia potrzeby. Misa wbudowana w posadzkę posiada po obu swoich stronach podstawy na stopy, a w środku odpływ, czyli wyżej wspomnianą dziurę. Kuca się twarzą w stronę wyjścia, a spłukuje specjalnie do tego przygotowanym wiaderkiem lub innym naczyniem napełnianym wodą wprost z kranika umieszczonego tuż przy misie. W razie problemów z wizualizacją tego fenomenu, poniżej załączam zdjęcie :)

Turecka toaletaNiekiedy w miejscach publicznych można znaleźć dwie toalety – jedną turecką, drugą europejską. Te tureckie posiadają też często spłuczki. W naszym mieszkaniu nie mieliśmy tego luksusu. Zabawne, bo z czasem, kiedy trafiałam np. do takiej restauracji, z własnej woli wybierałam wersję kucaną. Korzystając z tego dobrodziejstwa na co dzień, przekonałam się, że jest to, wbrew pozorom, bardziej higieniczne, a poza tym przecież kucanie to pierwotna pozycja człowieka w tego typu sytuacjach, a więc bardziej naturalna. Niektórym tylko może przeszkadzać brak poczucia komfortu podczas… przeglądania gazety 😉 Ja osobiście znam jednak lepsze miejsca na czytanie prasy niż toaleta…

Nie wszyscy jednak tak szybko przeszli z tym faktem do porządku dziennego, szczególnie męska część mieszkańców i osób odwiedzających nasze mieszkanie. Viktor do końca pozostał sceptyczny temu wynalazkowi, ale tak czy inaczej musiał przyzwyczaić się do spędzania w toalecie mniej czasu.

Turecka ubikacja była chyba pierwszą rzeczą, jaka zaskoczyła mnie po przyjeździe do Ankary, ale z pewnością nie jedyną.

Śnieg. Nie, nie mam na myśli słynnej powieści tureckiego noblisty, Orhana Pamuka o tym tytule. To najprawdziwszy śnieg po kolana zaskoczył mnie już w pierwszych dniach pobytu w Ankarze. Przeciętny Polak, który zna Turcję wyłącznie z folderów biur podróży, wyobraża sobie ten kraj jako oazę, w której minusowe temperatury ustępują miejsca palmom i drzewom cytrusowym kwitnącym cały rok. To dlatego, że kraj ten zaczyna interesować nas w momencie, kiedy zbliża się czas wakacji i urlopów, a my szukamy miejsca, w którym można wygrzać na plaży przemarznięte długą, polską zimą ciało.

Zasypany śniegiem kampus Wydziału Nauk Politycznych Uniwersytetu w Ankarze pod koniec lutego 2012 roku

Zasypany śniegiem kampus Wydziału Nauk Politycznych Uniwersytetu w Ankarze pod koniec lutego 2012 roku

W rzeczywistości klimat Turcji, mimo iż położonej w strefie podzwrotnikowej, wymyka się przyjętym opisom. Różni się on w zależności od regionu kraju. Trochę geografii: Odmiana morska występuje na wybrzeżu egejskim, śródziemnomorskim oraz nad morzem Marmara, choć ostatniej lokalizacji bliżej do klimatu pośredniego między śródziemnomorskim a oceanicznym. Klimat wybrzeża morza Czarnego zbliżony jest do umiarkowanego, a ze względu na swoje cechy zaliczany jest do czarnomorskiego. Najmniej przyjazny, bo najzimniejszy jest klimat górski występujący na Wyżynie Armeńskiej oraz w Górach Pontyjskich i Taurus – w myśl zasady „im wyżej, tym zimniej”. W głębi Azji Mniejszej panuje klimat kontynentalny, choć i w tym przypadku różni się od siebie w centralnej Anatolii i na wschodzie Turcji – tutaj zimą spada więcej śniegu, jest mroźniej, a lato jest bardzo upalne.

Ankara leży w centralnej Anatolii, więc nie spodziewałam się tutaj syberyjskich mrozów, ale muszę przyznać, że miałam też pecha – trafiłam na wyjątkowo mroźną i długą zimę z obfitymi opadami śniegu. Temperatura w Ankarze dochodziła w lutym 2012 roku nawet do -20 °C, podczas gdy rok później praktycznie nie spadała poniżej zera, a termometr wskazywał nawet do +18 stopni.

Były jednak również plusy tej pogody. Niecałe trzy tygodnie po przyjeździe, turecki ESN (Erasmus Student Network – organizacja, która opiekuje się studentami podczas programu Erasmus) zorganizował dla studentów z wymiany wycieczkę do resortu narciarskiego, gdzie pierwszy raz w życiu miałam okazję jeździć na snowboardzie. Jeździć to może za dużo powiedziane, bo mój tyłek na długo zapamiętał tę lekcję 😉 Bez sprzętu, bez odpowiedniej odzieży, ale nie mogłam tego przegapić!

Musicie uwierzyć na słowo, że na tym jechałam :)

Musicie uwierzyć na słowo, że na tym jechałam :)

Ilgaz Mountain Resort

Ilgaz Ski Resort położony jest ok. 200 km na północ od Ankary w paśmie gór Ilgaz, na wysokości 2850 m n.p.m. Wbrew pozorom, Turcja to nie tylko miejsce, gdzie można wypocząć nad jednym z czterech otaczających ją mórz, ale również zakosztować szaleństw na śniegu. Zapewniam, że infrastruktura jest świetna (jak na oko amatora), zabawa przednia, co nie zmienia faktu, że moje pierwsze chwile w „gorącej” Turcji zapisały się w pamięci na biało.

Ilgaz Mountain Resort

Ilgaz Mountain Resort

Ilgaz Mountain Resort

Pamiętam też dokładnie specyficzne wrażenie, jakie wywarła na mnie Ankara. Z jednej strony w stolicy Turcji odnajdywałam mnóstwo nieznanych mi dotąd rzeczy: zrozumiałam siłę kultu Ataturka (dokładnie: Mustafa Kemal Atatürk) – ojca Turków, którego podobizna gości na ulicach, w urzędach, szkołach, restauracjach i w domach Turków; zobaczyłam na własne oczy konstytucyjną laickość państwa przejawiającą się np. w zaskakująco niskim procencie kobiet noszących na głowach hidżaby (chusty zasłaniające włosy, ale twarz pozostawiające odsłoniętą), o burkach nie wspominając; skonfrontowałam moje wyobrażenie o kuchni tureckiej z prawdziwym jej obrazem (Turcja to nie tylko kebaby, a już na pewno nie w bułce!).

Bardzo popularna odmiana kebabu - Adana kebab, który wziął nazwę od miejscowości położonej na południu Turcji

Bardzo popularna odmiana kebabu – Adana kebab, który wziął nazwę od miejscowości położonej na południu Turcji

Anıtkabir - mauzoleum Atatürka w Ankarze

Anıtkabir – mauzoleum Atatürka w Ankarze

Turczynki

Z drugiej strony zaskoczyło mnie w tym mieście to, że okazało się typową wielomilionową metropolią. Ludzie codziennie zmierzają do pracy, robią zakupy, dzieci wracają ze szkół, każdy biegnie przed siebie nie wiadomo dokąd. Spotkanie z ulicami Ankary okazało się zadziwiająco normalne. A przecież życie w Turcji tak bardzo miało różnić się od tego, jakie znałam z Polski. Ja – wysoka, niebieskooka blondynka miałam być sensacją. Znajomi i rodzina wróżyli, że nie będę mogła przejść ulicą niezauważona. Owszem, przyciągałam wzrok przechodniów czy ludzi w metrze, ale w moim odczuciu, nie było to uporczywe wlepianie wzroku, a raczej wyraz zainteresowania odmienną urodą. Może patrząc na mnie zastanawiali się, skąd jestem i co tu robię? Sama jestem typem osoby, która lubi przyglądać się innym. Nie pozostawałam więc im dłużna. Nigdy nie nudziło mi się obserwowanie pięknych Turczynek w chustach czy z odsłoniętymi głowami i całkiem przystojnych Turków.

Ankara

Poza tym życie toczyło się normalnie, a ja szybko wtopiłam się w otoczenie Ankary. Utrudniała mi to co prawda specyficzna jak na ten kraj uroda, ale wrażenie odmienności nie trwało długo i szybko poczułam się w tym mieście jak u siebie.

Ankara

Dopiero z czasem miałam poznać prawdziwą egzotykę, zwyczaje tureckie, niuanse, ale też ogromne różnice, których z pewnością nie spotkam nigdzie indziej na świecie. Na odkrycie czekały regiony Turcji zapomniane nawet przez samych Turków…

5 myśli nt. „Czym zaskoczyła mnie Turcja?

  1. Pingback: 5 twarzy Turcji - którą wybierasz? | Blog Podróże w Ciemno |

  2. Ulka

    Bardzo podoba mi się Twój styl pisania. Trafiłam na Twojego bloga w sumie przypadkiem, ale myślę, że zagoszczę tu na dłużej. Byłam prawie we wszystkich tych samych miejscach, jakie pojawiły się na Twojej mapie Turcji. Z innych miejsc udało mi się dotrzeć aż do Vanu. Widziałam miasta licyjskie koło Fethiye i mieszkałam przez dłuższy czas w wiosce tureckiej 10 km od Kemer.

    Odpowiedz
    • Joanna Dark Autor wpisu

      Witaj Ula, bardzo się cieszę, że Ci się u mnie spodobało! Dziękuję za miłe słowa :) Jeśli chodzi o Van, to stanęliśmy przed wyborem Van albo Tatvan i padło na to drugie. A Ty byłaś tam przed czy po trzęsieniu ziemi? Pozdrawiam :)

      Odpowiedz
      • Ulka

        W Tatvanie też byłam :) Załapałyśmy się nawet z koleżankami na małą kameralną imprezkę z grą na tradycyjnych instrumentach, a nocowałyśmy u Cigdem, która w jako wolontariuszka zajmowała się edukacją kurdyjskich kobiet w wioskach koło Tatvanu. Bardzo chciała nas zatrzymać jeden dzień byśmy pojechały porozmawiać z jej podopiecznymi – takie kontakty poszerzają horyzonty. Miałyśmy jednak napięty plan i kolejnego dnia rano ruszyłyśmy już do Bitlis. Byłam tam w 2010 roku, a więc przed trzęsieniem ziemi.

        Odpowiedz
        • Joanna Dark Autor wpisu

          My z kolei w ramach poszerzania horyzontów zostaliśmy zaproszeni na lekcję w szkole językowej. Choć w tym wypadku chodziło bardziej o to, żeby uczniowie mieli styczność z żywym angielskim. Niemniej miło to wspominamy, a koniec końców u jednego z uczniów spędziliśmy noc. Mam nadzieję, że uda mi się opisać chociaż część z moich przygód w Turcji, a Ty wrócisz jeszcze poczytać :) Pozdrawiam!

          Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *