Zrób sobie dom za granicą – podróżowanie po obcym kraju a życie w nim

Mówi się, że dom mamy tylko jeden. Ja jednak w swoim życiu miałam ich co najmniej kilka. I w większości z nich czułam się jak u siebie. Każdy dłuższy pobyt poza domem rodzinnym wiązał się dla mnie z koniecznością znalezienia sobie miejsca, które stanie się na czas pobytu moim domem. Było to istotne, gdy jechałam do innego miasta na studia, ale także wtedy, gdy wyjeżdżałam na dłużej za granicę (a może wtedy jeszcze bardziej).

Podróż do obcego kraju odbiera się zupełnie inaczej, kiedy ma się świadomość, że trzeba sobie w tym miejscu zbudować życie, nawet jeśli znamy przybliżony czas trwania pobytu. Trzeba wynająć mieszkanie, nauczyć się robić zakupy mimo bariery językowej, korzystać z usług banku, policji, a nawet szpitala (tak, miałam tę wątpliwą przyjemność). Po prostu żyć – według podobnego schematu jak w domu, tylko w zupełnie innym świecie.

Nieważne jak długa byłaby wędrówka po obcym kraju, to nigdy nie będzie tym samym, co traktowanie go jak domu. Wracając z obiadu w centrum czy wypadu za miasto, nie pomyślisz, że czas wracać do domu. Nie pomyślisz, bo nigdzie nie będziesz wracał. Będziesz dalej pędził przed siebie. Nie mówię, że to źle. Sama uwielbiam to uczucie, kiedy pęd przygody gna mnie naprzód, kiedy każdy dzień przynosi coś nowego. Ale możliwość poznania danego miejsca z perspektywy mieszkańca jest doświadczeniem bezcennym.

Trudno tak naprawdę określić, co jest tak szczególnego w osiedleniu się w obcym kraju. Może to, że mimo iż zachowujesz się inaczej niż tubylcy, nie kultywujesz ich tradycji, może nawet wyróżniasz się wśród nich wyglądem, to i tak pewnym krokiem przemierzasz każdego dnia te same ulice. Zaczynasz czuć się jak u siebie, mimo że może tylko Ty tak myślisz.

Może to moja wyobraźnia, ale wydawało mi się, że po kilku tygodniach spędzonych w Turcji ludzie, których mijałam na ulicy nie przyglądali mi się już z takim zaciekawieniem jak na początku. Nie pytali na każdym kroku, czy czegoś szukam, czy nie potrzebuję pomocy. Kasjerki w markecie nie próbowały już na siłę używać angielskich słówek czy cedzić tureckie jakby mówiły do dwuletniego dziecka. Nawet pan ze straganu z rybami zaczął pozdrawiać mnie każdego dnia podobnie jak innych mieszkańców dzielnicy. Wszyscy traktowali mnie jak jedną z nich.

To prawda, do domu rodzinnego zawsze mogę wrócić i jest to najpiękniejsze uczucie, gdy mamy takie miejsce na świecie. Mój „dom” w Turcji zamieszkują teraz pewnie inni studenci, a pokój, który 2 lata z rzędu zamieszkiwałam na Paros, jest teraz poza sezonem zamknięty na klucz. Ale nie zmienia to faktu, że w czasie, który tam spędziłam, to właśnie te miejsca były moim domem.

Możesz przejechać dziesiątki krajów, zwiedzić je wzdłuż i wszerz, ale więź, jaka wytwarza się między Tobą a danym miejscem, kiedy na jakiś czas staje się ono Twoim domem, zostaje na całe życie. Już zawsze będziesz o nim mówić „mój” lub „moja”. Moja Turcja już nigdy nie będzie mi obojętna. Do mojego Paros już zawsze będę mieć sentyment. Gdy tylko słyszę, że dzieje się tam coś niepokojącego, serce mi zamiera. To nie zmartwienie w stylu: „Ojej, byłam tam, wielka szkoda, że tak się stało”. To raczej panika, głębokie zatroskanie cechujące matkę martwiącą się o dziecko, które nie wraca do domu, mimo że już dawno minęła ustalona godzina. To jednak również przyjemne ciepło na sercu, kiedy widzisz, że mu się powodzi.

Jeśli tylko macie możliwość (a wierzę, że prawie każdy może to zrobić), pojedźcie gdzieś i uczyńcie to miejsce na jakiś czas swoim domem. To zupełnie inny wymiar poznawania. Możesz mówić, że różnimy się od siebie – jedni potrafią się zaaklimatyzować, a inni nigdy nie poczują się w obcym miejscu jak u siebie. Spróbuj jednak poznać je z innej perspektywy, poczuj jego klimat, codzienne troski i radości, poczuj się jednym z mieszkańców. Uwierz mi, Twój stosunek i stopień zrozumienia danego kraju będą zupełnie inne niż gdybyś poznawał go z perspektywy turysty. Oczywiście wiele zależy od rodzaju doświadczenia, które Cię tam sprowadzi, ale jedno jest pewne – tego trzeba spróbować!*

*Uwaga: może grozić nieuleczalną i nieprzemijającą tęsknotą!

Paros Bay Hotel

Wejście do mojego pokoju w hotelu, w którym pracowałam na Paros (pierwsze z prawej)

Mój pokój na Paros

Mój pokój na Paros

Paros Bay Hotel, w którym pracowałam na Paros

Paros Bay Hotel, w którym pracowałam na Paros

Taras w Paros Bay Hotel

Taras w Paros Bay Hotel

Mój pokój w Ankarze

Mój pokój w Ankarze

Widok z mojego pokoju w Ankarze. Tak, dokarmiałam gołębie ;)

Widok z mojego pokoju w Ankarze. Tak, dokarmiałam gołębie ;)

Postój taksówek w pobliżu mieszkania, w którym mieszkałam w Ankarze. Dzielnica Kurtuluş.

Postój taksówek w pobliżu mieszkania, w którym mieszkałam w Ankarze. Dzielnica Kurtuluş.

Jedna myśl nt. „Zrób sobie dom za granicą – podróżowanie po obcym kraju a życie w nim

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *