Ach, co to był za rok – podsumowanie 2015

Od kilku lat bacznie obserwuję polską blogosferę. Zauważyłam, że podsumowania roku stały się już blogową tradycją. Przez całe życie jedynym podsumowaniem, jakie robiłam, był szybki przegląd wydarzeń w myślach – zazwyczaj w Sylwestra. Refleksja nad mijającym rokiem najczęściej nachodziła mnie podczas obserwacji fajerwerków pięknie rozświetlających niebo. W tym roku postanowiłam przyłączyć się do blogowej tradycji i podsumowuję mój podróżniczy miniony rok na piśmie. Muszę przyznać, że zaskoczył on nawet mnie samą.

To był wyjątkowy rok. Ile razy już to słyszeliście/czytaliście? A ile razy powtarzaliście to sobie sami? Ja chyba co roku. Zawsze bowiem działo się w moim życiu coś, co uznawałam za wyjątkowe. Każdy rok się od siebie różnił i dlatego każdy był wyjątkowy. Ten jest również wyjątkowy i pretenduje do miana „najwyjątkowiejszych”. Zaczęło się od Podróży Życia…

 

Podróż Życia, której nie odbyłam

Na początku roku wpadłam w szał brania udziału w konkursach podróżniczych – gdzie to ja nie mogłam jechać: na Kanary, do Japonii, Australii, a w końcu do Birmy. Ta ostatnia miała być moją Podróżą Życia, jak głosił tytuł nowego programu TVP1. Tak, wzięłam udział w teleturnieju 😉 To było ciekawe doświadczenie. Co prawda pracując w czasie studiów w mediach znałam już kulisy telewizji, ale nigdy nie miałam okazji wziąć udziału w programie rozrywkowym. Nie było to może show na miarę „Tańca z Gwiazdami”, ale było za to bardzo sympatycznie. Mimo że nic nie wygrałam, to sam doping znajomych i rodziny bardzo mnie zaskoczył. Dostałam mnóstwo telefonów i wiadomości z gratulacjami. Czułam się co najmniej jakbym dostała Nobla, a przecież nawet nie wygrałam! Już tylko dla tego uczucia warto było podjąć wyzwanie.

Podróż życia, TVP

Praga – perła Europy

O tym mieście mogłabym pisać dużo i z pewnością jeszcze napiszę, ale w tym miejscu wolę skupić się na wrażeniach, jakie wywarł na mnie wyjazd do stolicy Czech. Przedłużyłam sobie w pracy któryś weekend majowy i wyruszyłam z Poznania z przyjaciółką na stopa. Już sama podróż do Pragi była niesamowitą frajdą. Ach, uwielbiam autostop! Jechałyśmy z naprawdę świetnymi ludźmi, pogoda była piękna, a widoki za oknem oszałamiające. Nasze piękne Karkonosze robią wrażenie. Pobyt w Pradze postanowiłyśmy potraktować na luzie. Żadnego pośpiechu, „zaliczania” kolejnych must-see, po prostu relaks. Wszystko nam sprzyjało, bo na miejscu spotkałyśmy się z moim dobrym kolegą z Erasmusa – Vaśkiem, a do tego w hostelu poznałyśmy świetną grupę ludzi z różnych zakątków świata: Stanów Zjednoczonych, Meksyku, Brazylii, Chin. Aż żal było wracać. Nabrałyśmy jednak sporo energii do następnych wakacji…

Autostopem do Pragi

Praga

Bułgaria i Rumunia

… Które nastąpiły dopiero z początkiem września, ale za to trwały aż 2 tygodnie. Ten wyjazd już w założeniach był wyjątkowy. Podróż autostopem po dwóch krajach – dla Marcina pierwsza poza granicami Polski. Dla mnie było to jak zaproszenie go do mojego małego świata autostopu. Dla niego obawa przed nieznanym. W efekcie okazało się dla nas obojga niesamowitą przygodą! Podczas podróży zwiedziliśmy w sumie 7 miejsc i przejechaliśmy różnymi środkami transportu (trochę przypadkiem, trochę celowo mieliśmy okazję wypróbować rumuńskie autokary oraz bułgarskie i rumuńskie pociągi) ok. 1700 km. To niewiele jak na dwa kraje – powiecie, ale dla nas nie było ważne, ile miejsc „zaliczymy”, tylko jak je przeżyjemy. W czasie tych dwóch tygodni było wszystko: długie piesze wędrówki, zwiedzanie miast, przygody na trasie, słodkie lenistwo na plaży i nowe ciekawe znajomości. Było coś jeszcze, ale ta opowieść z pewnością wymaga osobnego wpisu :)

Autostop w Bułgarii

Bułgaria

Droga transfogarska

Warna

Anglia

Trochę niespodziewane, ale zdecydowanie wyjątkowe zakończenie roku! Na przełomie listopada i grudnia poleciałyśmy z przyjaciółką do Anglii w odwiedziny do naszej trzeciej przyjaciółki. Londyn i Oksford były tylko pretekstem do tego, żebyśmy po kilku miesiącach rozłąki mogły spędzić trochę czasu tylko we trzy. Znowu plan na absolutnym luzie, czyli zwiedzamy tyle, na ile mamy siły i ochoty. Niesamowite, że 8 dni spędzonych w towarzystwie przyjaciółek sprawiły, że znowu poczułyśmy się jak studentki. Jedynym zmartwieniem pozostawało, co zjemy dziś na obiad i jaki film wybierzemy na wieczorny seans. Zapomnieć na kilka dni o troskach dnia codziennego i oderwać się na chwilę od rzeczywistości to najwspanialsze uczucie tuż przed końcem roku! Pierwszy (nie ostatni!) wpis z Anglii znajdziecie TUTAJ.

Londyn, Anglia

English breakfast, Oksford

Małe (duże) podróże

Pewnie zdążyliście już zauważyć, że nie jestem typem blogerki, która zjeżdża pół Świata za 50 dolarów, rzuca pracę, para się różnych zajęć i pół życia spędza w drodze. Jestem po prostu osobą, która lubi odkrywać Świat różnymi sposobami i przekonuje się, że nie trzeba jechać na drugi koniec globu, żeby wyzwolić w sobie uczucia szczęścia i ekscytacji. Przykładem jest chociażby jednodniowa sierpniowa wycieczka do Zamku w Kórniku pod Poznaniem. Wysiedliśmy na wjeździe do miasta, a do Zamku pozostało kilka dobrych kilometrów. Pierwszy plan nie zdziwił Marcina wcale: autostop. 45 minut stania, a później marszu i nikt nie chciał nas zabrać. Ale nic straconego, przecież tuż przy drodze wyrastają świeżo skoszone snopy siana – idealna sceneria na kilka romantycznych fotek. W końcu dojechaliśmy do Zamku małym busikiem, a cały dzień zaliczamy do bardzo udanych.

Zamek w Kórniku pod Poznaniem

W któryś wakacyjny weekend planowaliśmy wybrać się w Karkonosze. W ostatniej chwili znajomi się rozmyślili, a my spontanicznie postanowiliśmy pojechać do naszej ukochanej Piły. I tam nie brakowało atrakcji, bo mieliśmy okazję pobyć z całą rodziną, rozpalić grilla, pójść na imprezę z bratem i jego dziewczyną, a na dokładkę spróbować jazdy na wakeboardzie! To było wyjątkowe doświadczenie! Szybko złapaliśmy bakcyla, ale ten weekend okazał się ostatnim tak ciepłym tego lata przed naszym wyjazdem do Bułgarii, więc dalsze doszkalanie zostawiamy sobie na przyszły rok.

Wakeboard

Im więcej podróżuję, tym więcej chcę odkrywać. Ale jest też druga strona medalu – doceniam to, co mamy blisko nas i przekonuję się, że poznawanie Świata nie polega tylko na tym, by jechać jak najdalej, bo nawet 5 kilometrów od domu jest jeszcze tyle do odkrycia!

Podróże przez życie

Czasem zastanawiam się, czy w głowie każdego zapalonego podróżnika zapala się szaleńczy pomysł o rzuceniu wszystkiego i ruszeniu przed siebie. Zagłuszanie w sobie tych głosów przez jednych traktowane jest jako tłumienie własnych marzeń, a przez innych jako dopuszczanie do głosu rozsądku, a jeszcze inni uważają, że to drugie prowadzi do tego pierwszego. Ja jednak poświęciłam chwilę czasu, żeby spojrzeć wewnątrz siebie i zastanowić się, czego w życiu naprawdę chcę. Czasem są to bardzo sprzeczne ze sobą plany, dlatego staram się znaleźć rozwiązanie, by je ze sobą pogodzić. W punkcie mojego życia, w którym znajduję się teraz odkrywam ciągle moje cele i staram się je realizować tu gdzie jestem, jednocześnie nie rezygnując ze swoich marzeń i nie wyrzekając natury podróżnika.

W 2015 roku udało mi się w końcu zrealizować jeden ze swoich małych planów – założenie bloga. Od pomysłu do realizacji przebyłam długą drogę. Kto czytał wpis To nie miejsce dla kolejnego bloga podróżniczego, ten wie, o czym piszę. Od czasu do czasu znajomi pytają mnie, jaka jest konkurencja na „rynku” blogów podróżniczych. Jest duża. Bardzo duża. Pytają też, jak chcę rywalizować z blogerami, którzy podróżują na krańce Świata. Odpowiedź jest jedna: nie chcę. Chcę i będę robić swoje, tak jak potrafię najlepiej. Będę realizować swoją pasję, a dzięki Wam – tym, którzy poświęcają chwilę przy porannej kawie albo popołudniowej prasówce i czytają, co chcę przekazać, mam do tego motywację.

Idę swoją drogą i każdego roku odbywam podróż przez życie, by doskonalić siebie, osiągać coś nowego, być lepszą wersją samej siebie. Nie zawsze wychodzi super, ale zawsze jestem przynajmniej kroczek do przodu. Mam też swoje autorytety, ludzi, którzy mnie inspirują. Jedną z takich osób jest Martyna Wojciechowska, ambitna podróżniczka i silna kobieta. W tym roku udało mi się z nią poznać, choć było to krótkie spotkanie. Jednak nawet te kilka chwil pokazało mi, jak silną ma motywację do tego, co robi.

Martyna Wojciechowska

Ten rok zaowocował również wspaniałą przygodą z projektem 5 Pieces of Advice. Postrzegam go jako kolejną szansę, by dołożyć swoją cegiełkę do czegoś, co może uczynić ten Świat nieco lepszym, a tym, którym brakuje odwagi lub motywacji, by sięgać gwiazd, dać mały impuls do zmiany.

Zawsze powtarzam, że każda świadoma zmiana jest dobra. Nieważne, czy jej skutek jest taki, jak sobie zakładaliśmy. Dane nam doświadczenie z pewnością się nam do czegoś przysłuży. Moment, gdy w głowie pojawia się myśl o zmianie dotychczasowego stanu rzeczy, jest sygnałem do podjęcia działania. Ja odbieram tych sygnałów wiele. Niektóre muszę na chwilę wyciszyć, innym pozwalam wybrzmieć na cały głos. Będę zaniepokojona, gdy przestanę je słyszeć w ogóle. To będzie znaczyło, że nie chcę się już rozwijać, a nie wyobrażam sobie takiego punktu w moich życiu. Na 2016 rok życzę więc Wam i sobie, żebyśmy potrafili wziąć życie w swoje ręce i pomóc sobie samym rozwinąć skrzydła. Na różnych płaszczyznach – zawodowej, osobistej, naszych pasji czy zwykłych spraw codziennych. Czasem mała zmiana może okazać się początkiem czegoś wielkiego. Bądźcie odważni – to moje życzenia dla Was na 2016 rok!

Paros

3 myśli nt. „Ach, co to był za rok – podsumowanie 2015

  1. Ulka

    Zazdroszczę Ci tego spotkania z Martyną :) Nie jestem jej wielką fanką, ale dla podróżujących kobiet może być autorytetem.

    Odpowiedz
    • Joanna Dark Autor wpisu

      Dla mnie na pewno jest wzorem jeśli chodzi o motywację do działania. Polecam jej książki (szczególnie „Przesunąć horyzont”), nie tylko podróżnikom, bo mogą zainspirować nawet w życiu codziennym.

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *