Podróże – oczekiwania a rzeczywistość

– Co robimy w wakacje?

– A co byś chciała robić?

– Może pojedziemy gdzieś autostopem? – spytałam z przekorą, bo nie spodziewałam się pozytywnej odpowiedzi…

Autostop w Bułgarii

Przed każdą podróżą mamy jakieś oczekiwania. Planujemy co zwiedzimy, jak będziemy spędzać czas, gdzie spać i w jaki sposób podróżować. Gdy decydujemy się na all inclusive, sprawdzamy wycieczki fakultatywne i atrakcje w mieście. Jeśli jedziemy na własną rękę, planujemy wypożyczenie samochodu i robimy trasę podróży. A co w przypadku gdy jedziemy autostopem, nie wiemy, gdzie będziemy spać, a trasa wycieczki może ulec zmianie w zależności od tego, jak daleko uda nam się zajechać stopem? Tak właśnie było podczas naszej zeszłorocznej wyprawy przez Bułgarię i Rumunię, a mimo to przed wyjazdem mieliśmy (a właściwie ja miałam) sporo oczekiwań…

Na lotnisku w Warszawie. Gotowa na Wyprawę.

Na lotnisku w Warszawie. Gotowa na Wyprawę.

2 tygodnie w podróży, 3 kraje, 13 zwiedzonych miast, 4 loty samolotem, 626 km autobusem (z Poznania na lotnisko w Warszawie i z powrotem), 2000 km autostopem – to oczekiwania.

2 tygodnie w podróży, 3 kraje, 6 zwiedzonych miast, 3 loty samolotem, 578 km autobusem, 1202 km autostopem, 1088 km pociągiem – to rzeczywistość.

Ale od początku. Zbliżały się wakacje, a ja zaczynałam coraz bardziej gorączkowo przeglądać oferty tanich linii lotniczych i kreślić trasy wypraw autostopowych. Trochę naiwnie, bo Marcin przecież za nic w świecie by się nie zgodził na tę drugą opcję.
– Co robimy w wakacje? – spytałam któregoś dnia.
A właściwie po wakacjach, bo nie uważamy sezonu za najlepszy moment na podróże.
– A co byś chciała robić?
Miałam już w zanadrzu kilka pomysłów, więc od razu wysypałam z rękawa ze 4 kierunki wypraw.
– Wszystko brzmi świetnie. Tylko musimy sprawdzić ceny lotów.
– A może pojedziemy autostopem? – spytałam zupełnie „od czapy” i trochę z przekorą, bo nie spodziewałam się pozytywnej odpowiedzi.
Chwila ciszy.
– Ok.

Ok? Powiedział „Ok”! Tak po prostu! A ja tak bałam się zapytać. Wiem, jak Marcin sceptycznie podchodził do moich podróży autostopem, a jednak zawsze zagryzał zęby i tylko przed wyjazdem mówił „Uważaj na siebie”. Nie sądziłam, że tak łatwo przejdzie na Ciemną Stronę Mocy. A jednak się zgodził! Ok, to jedziemy dalej z planem.

Jako, że nigdy na początku roku nie robimy postanowień, gdzie w tym roku pojedziemy, możliwości było wiele. Zawsze wierzymy, że w odpowiednim momencie trafi się jakaś ciekawa oferta. Tak czy inaczej, w tamtym czasie zalałam Marcina propozycjami autostopowych podróży z Polski, a w gruncie rzeczy jak zwykle wyszło inaczej – trafiliśmy na tanie loty do stolicy Bułgarii, Sofii i to one podyktowały dalszy przebieg naszej wycieczki. W której oczywiście nie wahałam się uwzględnić ustalonego wcześniej autostopu.

Autostop w Bułgarii

Autostop w Bułgarii

I wtedy zaczęło się właściwe planowanie. Należę do osób bardzo zorganizowanych, zawsze wszystko muszę mieć dopięte na ostatni guzik. Stoi to nieco w sprzeczności z moim zamiłowaniem do autostopu, ale tak to już jest z naszym gatunkiem – wszyscy jesteśmy sumą mniejszych lub większych sprzeczności.

Trasa ustalona: lecimy z przesiadką w Malmo do Sofii, gdzie mamy zarezerwowane 2 noclegi w hostelu. Później autostopem jedziemy do urokliwego miasteczka wśród skał, Belogradczik. Następnie przez granicę z Rumunią aż do Pitesti i stamtąd ruszamy Trasą Transfogarską do Zamku Draculi w Bran (tego, na którym opisy w powieści wzorował Bram Stoker), po drodze zajeżdżając do prawdziwego Zamku Vlada Palovnika (pierwowzoru Draculi). Po drodze z Bran do Bukaresztu, w którym zatrzymujemy się na 2 dni, zajeżdżamy zobaczyć wulkany błotne w Berca, a zwieńczeniem podróży po Rumunii jest spływ Deltą Dunaju. Żeby czerpać jak najwięcej z pięknych rumuńskich widoków, jedziemy wzdłuż wybrzeża przez Konstancę i przejście graniczne w Vama Veche. W Bułgarii nie możemy ominąć Warny i pięknego Przylądku Kaliakra. W drodze powrotnej na lotnisko w Sofii zatrzymujemy się na jeden dzień w Wielkim Tyrnowie – malowniczym mieście usytuowanym między wzgórzami. Z Sofii lecimy do Dortmundu, stamtąd do Warszawy wieczornym lotem następnego dnia. W międzyczasie zwiedzamy jeszcze Dortmund i odwiedzamy znajomych w Dusseldorfie. Z Warszawy wieczornym autobusem jedziemy do Poznania. Na drugi dzień wracamy wypoczęci i uśmiechnięci do pracy. Zbyt ambitny plan? Jasne, że tak!

Belogradczik za mgłą

Belogradczik za mgłą

Opadły mgły...

Opadły mgły…

Cerkiew Sweta Nedelja, Sofia

Cerkiew Sweta Nedelja, Sofia

Murale w Sofii

Murale w Sofii

Jedną nogą w Rumunii ;)

Jedną nogą w Rumunii ;)

Chciałam się łudzić, że jesteśmy w stanie nie dosypiać, łapać stopa w 5 minut i nacieszyć się odwiedzanymi miejscami w ciągu 1-2 dni pobytu. Nie byliśmy. Życie zweryfikowało nasze oczekiwania. Z doświadczenia wiem, że zdecydowana większość ludzi pracujących na etacie traktuje urlop jako szansę na zregenerowanie sił. Co prawda przygody i zwiedzanie również doskonale regenerują umysł i odstresowują, ale mam tu na myśli takie zwykłe, przyziemne „nicnierobienie”. Zbyt intensywny plan urlopowy powoduje tylko, że do pracy wracamy jeszcze bardziej zmęczeni niż przed urlopem. 2 tygodnie (bo na tyle wyjeżdżaliśmy) to idealny okres, by podzielić podróż na dwie części – najlepiej tę opartą na słodkim lenistwie zostawić sobie na koniec, jako całkowity relaks przed powrotem do codziennych obowiązków, natomiast lepiej zacząć podróż zwiedzaniem i eksplorowaniem miejsc. Niestety (lub na szczęście) przypomniało mi się o tym gdzieś w połowie podróży. Czyli w samą porę!

Na początku wszystko szło zgodnie z planem, chociaż jego częścią był np. brak noclegów po drodze (i brak namiotu też), więc codziennie wyszukiwałam i rezerwowałam jakieś pokoje. Zostawiłam sobie tę furtkę otwartą, gdyby nasz plan zmienił się w trakcie podróży, np. nie udałoby nam się dojechać do jakiegoś miejsca, chcielibyśmy gdzieś zostać dłużej lub krócej. I całe szczęście, że nie rezerwowałam noclegów wcześniej!

Widok z naszego pokoju w Sofii

Widok z naszego pokoju w Sofii

Widok z naszego pokoju w Belogradczik

Widok z naszego pokoju w Belogradczik

Widok z naszego pokoju w Warnie

Widok z naszego pokoju w Warnie

W trakcie wyprawy, zmieniły nam się nieco priorytety i zamiast zaliczać gorączkowo wszystkie miejsca na mojej skrupulatnie sporządzonej liście, doszliśmy do wniosku, że chcemy czerpać jak najwięcej przyjemności z kilku z nich. I tak ograniczyliśmy naszą wycieczkę do Sofii, Belogradcziku, Trasy Transfogarskiej, Branu, Braszowa i Warny. Zamiast wracać samolotem i zajeżdżać do domu na ostatnią chwilę przed końcem urlopu, prosto z lotniska pojechaliśmy autostopem do Poznania. Przy okazji zmiany planów mieliśmy też okazję przejechać się rumuńskimi autokarami i pociągami.

Trasa Transfogarska w Rumunii

Trasa Transfogarska w Rumunii

Zamek Draculi w Bran, Rumunia

Zamek Draculi w Bran, Rumunia

Deptak w centrum Braszowa w Rumunii

Deptak w centrum Braszowa w Rumunii

Pociąg rumuński. Takim jechaliśmy z Braszowa do Warny

Pociąg rumuński. Takim jechaliśmy z Braszowa do Warny

Nasza prawie prywatna plaża w Warnie :)

Nasza prawie prywatna plaża w Warnie :)

W trakcie naszego dwutygodniowego urlopu zdałam sobie sprawę, że nie wszystko idzie tak, jak chciałam. Nie przejechaliśmy Bułgarii i Rumunii w całości autostopem, nie zwiedziliśmy polecanych przez wszystkich miejsc, a przez ostatnie kilka dni niemal nie ruszyliśmy się z plaży. Ale wiecie co? Nie ma najmniejszego znaczenia, że nie zrealizowaliśmy planu. Ani chwili nie żałowaliśmy, bo najpiękniejsze wspomnienia mamy właśnie z tych nieplanowanych punktów wyprawy. Rzeczywistość zawsze będzie lepsza niż każde wyobrażenie, bo ono istnieje tylko w naszej głowie, a prawdziwa magia dzieje się niespodziewanie. Podróże to w końcu nie liczby, tylko chwile. I tego się trzymajmy.

Rozmazane, ale mam do tego zdjęcia słabość! ;)

Rozmazane, ale mam do tego zdjęcia słabość! ;)

6 myśli nt. „Podróże – oczekiwania a rzeczywistość

  1. Tomek i Joanna

    Tylko pozazdrościć takich wypraw oraz duży plus za odwagę. Musicie napisać kojiecznie książkę z waszych realizowanych pomysłów.
    Pozdrawiam 😉

    Odpowiedz
  2. Pingback: Wszystko, co najlepsze w Bułgarii i Rumunii + bonus | Podróże w Ciemno |

  3. Pingback: Najpiękniejsza trasa w Europie – Szosa Transfogarska | Podróże w Ciemno |

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *