Wspólna Wielkanoc chrześcijan i muzułmanów

Żur bulgotał na kuchence, biała kiełbasa parowała na półmisku, pisanki mieniły się różnorodnymi kolorami – wszystko się zgadzało, prócz jednego: nie byłam we własnym domu, a otaczali mnie ludzie reprezentujący różne kultury. Kwiecień 2012 – moje pierwsze Święta Wielkanocne poza domem, w Turcji.

Stambuł

W życiu większości z nas następuje taki moment, kiedy zostajemy postawieni przed koniecznością spędzenia Świąt z dala od najbliższych. Często te dylematy dotyczą wyjazdów do teściów, a niekiedy te wyjątkowe dni zastają nas na obczyźnie. Tak było w moim przypadku.

W tym samym czasie, gdy odbywałam wymianę studencką w Turcji, na różnych uczelniach w Ankarze przebywało kilkunastu studentów z Polski. Szybko się skrzyknęliśmy i zdecydowaliśmy o urządzeniu wspólnie Świąt Wielkanocnych. Ale przez „wspólnie” nie rozumieliśmy jedynie „w gronie Polaków”. Od razu postanowiliśmy włączyć w nasze przygotowania studentów innych narodowości, w tym również Turków.

Przygotowania zaczęliśmy już kilka dni przed uroczystą niedzielą. W kilka dziewczyn – cztery Polki i dwie Turczynki – spotkałyśmy się na malowanie pisanek. Dla naszych koleżanek Turczynek był to pierwszy raz w życiu, ale spodobała im się ta polska tradycja. I mimo, że niektóre z zastosowanych przez nas technik zaowocowały wzorami jak z horroru, to w czasie tych kilku godzin bawiłyśmy się świetnie.

Pisanki

Pisanki

Najważniejsze miało jednak dopiero nastąpić. Przybycie na śniadanie wielkanocne potwierdziło 25 osób – 10 Polaków, Turcy, Hiszpanie, Czech, Słowak, para Łotyszy i Fin. Każdy miał przynieść danie pochodzące z jego kraju. My Polacy zadbaliśmy, by na stole nie zabrakło potraw tradycyjnie podawanych na te Święta. Pewnie zastanawiacie się, skąd w Turcji znalazła się biała kiełbasa i żurek? 2 tygodnie wcześniej przyjechał do mnie w odwiedziny Marcin. Jak wielka była moja radość, gdy po otwarciu jego walizki moim oczom ukazały się różne polskie przysmaki w ¾ wypełniające przestrzeń torby. Moja mama się postarała i zaopatrzyła mojego ukochanego we wszystko, co niezbędne, żeby przygotować świąteczne potrawy.

Potrawy Wielkanocne z różnych części Europy

Potrawy Wielkanocne z różnych części Europy

Dla niektórych z obecnych była to pierwsza Wielkanoc w życiu, więc nie wiedzieli czego się spodziewać. Postaraliśmy się, by poczuli prawdziwego ducha tego najważniejszego dla chrześcijan Święta. Z racji braku miejsca w wynajmowanym mieszkaniu naszych przyjaciół nie mogliśmy usiąść przy wspólnym stole, ale jego brak symbolicznie niwelował dzielące nas różnice. Siedzieliśmy więc w kole i nie było mowy o jakichkolwiek podziałach.

To  był dzień pełen śmiechu i zabawy, nie myśleliśmy nawet o podziałach, którymi karmią nas media i cieszyliśmy się tym, że udało nam się zjednoczyć w naszej małej studenckiej społeczności.

Po oficjalnej części, czyli wspólnym zjedzeniu wielkanocnego śniadania, przyszedł czas na chwilę zabawy. Kilka dziewczyn zrobiło nam niespodziankę i ukryło w różnych częściach domu kolorowe tekturowe jajeczka z naszymi imionami. Moje do dzisiaj leży skrzętnie schowane w pudełeczku z pamiątkami.

Baklava na Wielkanoc? Czemu nie?!

Baklava na Wielkanoc? Czemu nie?!

Vasek, nasz kolega z Czech pokazał nam najbardziej znaną czeską tradycję. Zdziwił nas trochę jego widok z długim, uplecionym z giętkich gałązek batem, ale szybko okazało się, że w Czechach chłopcy ganiają z takim orężem dziewczęta, delikatnie chłostając je po nogach (o czym zresztą też miałyśmy okazję się przekonać!).

Nie mogłabym nie wspomnieć o niespodziance, którą przygotowała nasza koleżanka Marika dla swojego chłopaka Hiszpana. Po miesiącu nieobecności, udało mu się wrócić do Turcji, po tym jak została nałożona na  niego kara za przekraczanie granicy z nieważną od kilku godzin wizą (sic!). Tak się składa, że chłopak ma na imię Jesus, więc śmialiśmy się, że Jezus powrócił tego dnia zarówno w znaczeniu religijnym, jak i w rzeczywistości.

Ciasto dla Jesusa

Ciasto – niespodzianka dla Jesusa

Drugą część dnia spędziliśmy na świeżym powietrzu. Długi spacer i wizyta w Zoo pozwoliły nam się wyciszyć i poznać nieco bliżej.

Ankara

Te Święta były  wyjątkowe i nauczyły mnie, że spędzanie ich poza domem nie musi być wcale smutnym przeżyciem. Ile jeszcze zostało mi Świąt z rodziną, a ile razy będę miała okazję przeżyć je w międzynarodowym gronie?

Utwierdziłam się też w przekonaniu, że nie jest ważne pochodzenie czy wyznanie. W wyjątkowym dla nas chwilach możemy być razem niezależnie od miejsca, z jakiego pochodzimy. Na co dzień z mediów wyłania się obraz podzielonego świata. Politycy i decydenci pogłębiają różnice kulturowe i religijne, podczas gdy młodzi, otwarci na świat ludzie potrafią zburzyć każdy mur i pokazać, że wyznanie czy kolor skóry nie mają najmniejszego znaczenia.

Kilka dni temu moja babcia, chorująca od pewnego czasu na Alzheimera, z niewinnością dziecka powiedziała rozbrajająco szczerą rzecz. „Jak to jest, że człowiek gardzi człowiekiem? Nie potrafię tego pojąć. Przecież wszyscy jesteśmy tacy sami, wszyscy jesteśmy ludźmi”. Czy nie jest to uniwersalna prawda? Ludzie rodzą się w różnych częściach świata, nie wybierają sobie swojego pochodzenia ani nawet religii, którą przyjmą. Zazwyczaj narzucają nam ją rodzice. Dlaczego więc jest to tematem sporów i nienawiści? Zatrzymajmy się na chwilę i zdajmy sprawę, że łączy nas jeden gatunek, którym jesteśmy. Jeśli uda nam się spojrzeć na siebie nawzajem po prostu jak na człowieka, być może zapomnimy na chwilę o wszystkich uwarunkowaniach kulturowych i religijnych. Czy świat nie byłby wtedy lepszym miejscem, a my moglibyśmy cieszyć się pokojem?

To niestety utopijne myślenie, które mogłoby nosić jakiekolwiek znamiona prawdopodobieństwa chyba tylko dla dziecka nieznającego jeszcze realiów tego świata. Wszystkich nie uda nam się zmienić, ale sami w swoim otoczeniu postarajmy się otworzyć na inność. Może wtedy chociaż nasze małe społeczności zrozumieją, że podziały są tylko w naszych głowach i wcale nie musimy ulegać retoryce nienawiści.

4 myśli nt. „Wspólna Wielkanoc chrześcijan i muzułmanów

  1. Monte

    Piękny post! Jak ja chciałabym taką utopię… podróże zdecydowanie otwierają głowę na świat i niwelują podziały (także te umysłowe). Polecam każdemu nacjonaliście (i wszystkim -fobom)!

    Odpowiedz
    • Joanna Dark Autor wpisu

      Dziękuję! Twój komentarz nasunął mi na myśl pewne pytanie: co by się stało, gdyby tych wszystkich -fobów zostawić na tydzień z tymi, do których czują niechęć? Otworzyli by się na inność? A jeśli tak, to czy byłaby to trwała zmiana?

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *