Jeżyce – pomijana atrakcja Poznania

Kiedy Poznaniacy chodzili po ulicach w ciemnościach, jeżyczanie kroczyli już dumnie po oświetlonych drogach. Kiedy w Poznaniu, a nawet w Polsce niewiele słyszało się jeszcze o prawach kobiet, w Jeżycach (celowo piszę „w”, gdyż w tamtych czasach Jeżyce były jeszcze wsią niezależną od Poznania, a nie jego dzielnicą) panie cieszyły się już pierwszym klubem kulania w kręgle – sportu zarezerwowanego do tej pory dla mężczyzn. I w końcu, gdy Poznań jeździł jeszcze furmankami i końmi, jeżyczanie już podróżowali pociągami z pierwszego w tym rejonie dworca kolejowego. To było coś! Jeżyce miały status, którego mogły im pozazdrościć inne, znacznie większe miejscowości. Jak dzielnica wygląda teraz?

Jeżyce - Dąbrowskiego

W 1900 roku wieś została przyłączona do miasta, ale Jeżyce do dzisiaj są miejscem szczególnym na mapie Poznania, uwielbianym przez młodych ludzi i darzonym sentymentem przez seniorów. To miejsce, które trzeba odwiedzić, gdy tylko jest się w stolicy Wielkopolski, a które konsekwentnie pomijane jest przez turystów, a także samych przewodników.

Raz zdarzyło mi się zobaczyć nad wyraz entuzjastyczną reakcję na nazwę Poznań: „Poznań?! Of course I know it, you have the best zapiekanki ever!” (Jasne, że znam Poznań, macie najlepsze zapiekanki na świecie!” – wykrzyknął Meksykanin poznany w hostelu w Pradze. „Za tydzień wracam do Poznania, tylko po to, żeby spróbować ich jeszcze raz!”

Poznań to jednak nie tylko zapiekanki, ale również wspaniała architektura i fascynująca historia, której ślady widać niemal w każdej z jego licznych dzielnic, nie tylko ścisłym centrum i okolicach Starego Rynku. Nie tak dawno temu przekonałam się o walorach, moim zdaniem jednej z najbardziej znanych i lubianych dzielnic Poznania, Jeżyc. W ramach trzeciej edycji akcji „Chcę Jeżyce” wybrałam się na darmowe zwiedzanie ulic, na których odcisnęły się dzieje wielu pokoleń poznaniaków i nie tylko…

Król Lear nie żyje

Teatr Nowy to przepiękny secesyjny budynek zbudowany w 1906 roku przy ul. Dąbrowskiego 5. Nie od razu był teatrem, a gdy już się nim stał, to nie był miejscem, które przyciągało tłumy.  Najpierw, kilka lat służył za kawiarnię z estradą i kabaretem. W latach 20. przeistoczył się w teatr z prawdziwego zdarzenia, ale nie trwało to długo, bo zaledwie do 1937 roku, kiedy ogłosił bankructwo. Dopiero w 1973 roku wskrzesiła go Izabella Cywińska, a następnie w roku 1992 stał się estradą jednej z najbardziej poetyckich śmierci, o których dane mi było słyszeć…

Teatr Nowy w Poznaniu

Sobota, 22 lutego 1992 roku, kilkanaście minut po drugiej. Trwała próba do sztuki „Król Lear” Williama Szekspira. Główną rolę powierzono słynnemu aktorowi, Tadeuszowi Łomnickiemu. To właśnie tego pamiętnego popołudnia wypowiedział swoją kwestię po raz ostatni: „Więc jakieś życie świta przede mną. Dalej, łapmy je, pędźmy za nim, biegiem, biegiem!” To tymi słowami pożegnał się ze światem i teatrem. Zdążył jeszcze wyrwać się żołnierzom pilnującym go na scenie i wybiec za kulisy. Symbolizm ostatnich słów aktora wprawia w zadumę nad kruchością i niezwykłością życia ludzkiego. Trudno uwierzyć, że los wybrał właśnie ten moment, aby zabrać jednego z najwybitniejszych aktorów naszych czasów. Przecież to mogło stać się na ulicy, w domu czy w kawiarni, a jednak wydarzyło się na deskach teatralnych podczas wypowiadania tak symbolicznych w tym momencie słów.

Na widowni była obecna żona aktora, Maria Bojarska. Sposób, w jaki pisarka i autorka książki „Król Lear nie żyje” opisuje uczucia, które nią w tamtych chwilach targały stanowią piękną alegorię miłości, której nie mogłabym tu nie przytoczyć: „[…] byłam tylko drugą połową aktora, naprawdę już tylko połową, bo całość została przecięta na pół i jeszcze nie wiedziałam, którędy przebiega cięcie, co we mnie zostało, a co przepadło na zawsze […]”. Dokładnie 10 lat po tym tragicznym dniu, Teatr Nowy otrzymał imię Tadeusza Łomnickiego.

Teatr Nowy w Poznaniu

Teatr Nowy w Poznaniu

 

Co czwarty poznaniak to Bamber

To moje odkrycie tego roku! Bamberka to jeden z symboli naszego miasta, ale w życiu nie pomyślałabym, że może nawiązywać do aż tak licznej społeczności! Dla niektórych może być to powód do wstydu, bo znaczenie tego określenia jest zdecydowanie pejoratywne. A ja właśnie zamierzam złamać ten mit nieokrzesanego, niekulturalnego i niemodnego Bambra, który przyjął się w Poznaniu i trwa po dziś dzień.

Zagroda Bamberska

Pomnik Bamberki w Zagrodzie Bamberskiej

 

O Bambrach pisałam już nieco przy okazji wpisu z innej, arcyciekawej dzielnicy Poznania – Łazarza, ale nie zaszkodzi rozwinąć tematu tutaj.

Jednym z najtrudniejszych okresów dla Jeżyc był XVIII wiek. Zarówno Poznań, jak i okoliczne wsie, w tym Jeżyce, trawiła epidemia cholery. Do tego region ucierpiał po oblężeniach Szwedów, Sasów i Brandenburczyków, a na dokładkę znaczna część ludności wyemigrowała na Śląsk. Skutkiem tych wydarzeń było zmniejszenie się społeczności zamieszkującej te tereny o 80%. Jeżyce zamieszkiwało wtedy… 14 osób (słownie: czternaście). Kto miał podźwignąć Poznań ekonomicznie jak nie otaczające je wsie? Ale kto miał tego dokonać, kiedy populacja tak drastycznie spadła?

Postanowiono ratować gospodarkę sprowadzając rolników z Brambergii w Niemczech. Migranci dostali ziemię, przydział zboża do posiania i zostali na jakiś czas zwolnieni z płacenia podatków. „Przecież to niesprawiedliwe” – powiedzą pewnie niektórzy. „Czemu nasi nie dostali?” – dodadzą inni. Ale którzy nasi, jak większość oglądała miasto już tylko z góry. Nie każdy mógł i chciał też zostać rolnikiem. Mieszkańcom Brambergii, dla ułatwienia nazwanym później w Polsce Bambrami, udało się ciężką pracą podciągnąć region z kryzysu. Mało tego, spodobało im się u nas na tyle, że zaczęli się uczyć polskiego, a nawet poślubiać Polki. Nieco później, podczas Powstania Wielkopolskiego, Bambrzy walczyli przeciwko niemieckiemu najeźdźcy już w barwach polskich.

W 1900 roku Jeżyce zostały włączone do miasta, a Bambrzy, do tej pory będący rolnikami, stali się mieszczanami. Sprzedali swoje parcele pod budowę kamienic i stali się majętni.

Zgodnie ze słowami przewodnika już co 3-4 Poznaniak może być potomkiem Bambrów. Ciekawe, czy wiedząc to, tak chętnie przezywalibyśmy innych „bambrami”. Ślady ówczesnych Bambrów zachowały się m.in. w Zagrodzie Bamberskiej na skrzyżowaniu ulicy Wawrzyńca i Kościelnej.

Zagroda Bamberska

Stare Zoo – kumpelski żart

Jest rok 1871. Grupa znajomych spotyka się na 50 urodzinach swojego kolegi, właściciela restauracji znajdującej się przy ulicy Zwierzynieckiej w Poznaniu (szczerze mówiąc podejrzewam, że wtedy nazywała się inaczej). W ramach prezentu postanawiają dla żartu podarować mu 12 zwierząt – jest sporo drobiu, zwierząt gospodarskich, ale stać ich na takie perełki jak tresowany niedźwiedź czy małpka. Solenizant postanawia zatrzymać zwierzęta i dać im schronienie w niewielkich zagrodach zlokalizowanych przy restauracji. 4 lata później w tym miejscu powstaje pierwsze w Poznaniu zoo i drugie, po wrocławskim (założone 10 lat wcześniej), w Polsce.

Stare Zoo w Poznaniu

Zoo robi prawdziwą furorę, nie tylko ze względu na nowość tego rodzaju rozrywki, ale również z powodu atrakcji, które odwiedzającym serwuje jego właściciel. Jest tu na przykład kawiarnia znajdująca się w grocie z wodą, do której wpływa łódka. Co jakiś czas do Ogrodu Zoologicznego zapraszani są również egzotyczni goście – potomkowie Siuksów czy mieszkańcy Samoa, których jednego dnia przyjeżdża odwiedzić aż 8 tys. osób!

Świetność zoo, podobnie jak wielu innych miejsc na mapie Poznania, trwa do II wojny światowej. W końcu okazuje się, że teren zoo jest zbyt mały, by pomieścić kolejne gatunki zwierząt. Zapada decyzja o utworzeniu drugiego zoo, na ogromnej przestrzeni, gdzie zwierzęta mogą cieszyć się większą swobodą. Stare zoo jednak nadal działa i jest odwiedzane do dzisiaj. Tym sposobem Poznań stał się jedynym miastem w Polsce posiadającym 2 ogrody zoologiczne.

Dworzec kolejowy i cholera ze Szczecina

Jak już wspomniałam, to właśnie w Jeżycach powstał pierwszy dworzec kolejowy. Któregoś pięknego dnia na stację wjechał w końcu pierwszy pociąg – relacji Szczecin-Poznań. To wydarzenie stało się przyczyną ówczesnego „hejtu” na rozwój technologiczny. Szczecin trawiła bowiem w tamtym czasie cholera, która przez ułatwione przemieszczanie się po kraju dotarła koleją do Poznania. Ponad 1000 osób zmarło na skutek epidemii. Na domiar złego, szczecinianie zaczęli tłumnie emigrować do Poznania, zabierając pracę poznaniakom. Afera wybuchła na łamach popularnej gazety „Przyjaciel Ludu”, w której narzekano, że cholera ze Szczecina zalała Poznań. Jak widać, krytyka imigrantów jest problemem ponadczasowym, z tą różnicą, że dawniej nazywano nimi nawet Polaków przemieszczających się wewnątrz kraju.

Z Dąbrowskiego do stolicy państwa… Berlina

Dąbrowskiego to najdłuższa ulica Poznania, mierząca 8,5 km. Została wybudowana w 1826 roku jako szybki szlak do ówczesnej stolicy państwa – Berlina. Nazywała się wtedy Berliner Szose, a przebycie całej drogi zajmowało 26 godzin. Do centrum miasta, otoczonego twierdzą, prowadziła w tamtych czasach Brama Berlińska. Za nią znajdowało się Rondo Kaponiera, które swoją nazwę wzięło od dawnej kaponiery kolejowej – twierdzy, z której ostrzeliwano nadjeżdżające pociągi. Most Teatralny powstał dopiero w 1910 roku.

Nieco wcześniej, bo dokładnie 29.06.1890 roku (10 lat przed przyłączeniem wsi do miasta) powstał pierwszy targ jeżycki. Był to najważniejszy rynek w okolicy Poznania, do którego zjeżdżali wszyscy poznaniacy.

Rynek Jeżycki

Rynek Jeżycki

 

Staszica Story

Niemal naprzeciwko Rynku Jeżyckiego znajduje się wejście w ulicę Kościelną, gdzie stoi kościół św. Floriana zbudowany w 1898 roku jako pierwszy kościół katolicki powstały pod pruskim zaborem. Z ciekawostek – to właśnie tutaj sakramentalne „tak” powiedział Peja. Kilka lat wcześniej stworzył całą serię utworów pt. „Staszica Story”, w której pokazał ciemną stronę jeżyckiego świata.

Trudno zaprzeczyć, że ta różnorodna dzielnica ma też swoje mroczne oblicze. Jeżyce były bowiem jedną z głównych aren tragicznych wydarzeń czerwca 1956 r. Zdarzeniem, które z pewnością trwale zapadło w pamięci poznaniakom była śmierć młodego Romka Strzałkowskiego. Za garażami Urzędu Bezpieczeństwa znaleziono ciało 13-latka, zabitego strzałem w plecy. Aby uczcić pamięć chłopaka, jego imieniem nazwano jedną z ulic Poznania.

Jeżyce rodziny Borejków

Na Jeżycach można odkryć jeszcze wiele interesujących atrakcji, jak np. słynną kamienicę przy Roosevelta 5. Jeśli znasz ten adres w Poznaniu, to z pewnością jesteś fanem „Jeżycjady”. To właśnie w tym secesyjnym budynku Małgorzata Musierowicz zlokalizowała dom rodziny Borejków, bohaterów swojej kultowej serii. Na Jeżycach zresztą mieszkała również ona sama, a w swoim mieszaniu ulokowała inną rodzinę ze swoich książek (oczywiście tylko na kartach powieści). Zresztą cała dzielnica naszpikowana jest lokalizacjami znanymi z „Jeżycjady”. Są w Poznaniu przewodnicy, którzy oprowadzają po najbardziej kultowych miejscach znanych z opowieści o rodzinie Borejków.

Kamienica rodziny Borejków

Kamienica rodziny Borejków

Kamienica, w której mieszkała Małgorzata Musierowicz

Kamienica, w której mieszkała Małgorzata Musierowicz

Wielką przygodą będzie jednak już nawet samo spacerowanie po zakamarkach Jeżyc. Dziś można się tu zgubić w gąszczu klimatycznych restauracji i knajpek, a pośród straganów na Rynku Jeżyckim poczuć ducha dawnej dzielnicy. Od czasu do czasu warto też przystanąć na chwilę, zadrzeć głowę wyżej i tak po prostu podziwiać wspaniałą architekturę ponad stuletnich kamienic. A gdy się dobrze przysłuchamy, być może usłyszymy jak ich mury szepczą historie, których niegdyś były świadkiem.

9 myśli nt. „Jeżyce – pomijana atrakcja Poznania

  1. Amelia

    Ciekawie przedstawiona historia Jeżyc, z przyjemnością oddałam się lekturze :-) Jako ciekawostkę dodam, że pisałam magisterkę na temat…ul. Dąbrowskiego 😀 Nie znałam historii zoo i 50. urodzin, intrygująca :-) podobno w okolicach skrzyżowania ul. Dąbrowskiego z ul. Polską widać zagłębienia po dawnych torach kolejowych, w wolnej chwili chciałabym się przyjrzeć i je odnaleźć. Pozdrowienia :-)

    Odpowiedz
    • Joanna Dark Autor wpisu

      Dziękuję, Amelio :) Temat magisterki nietypowy! Ale jestem pewna, że znalazłaś mnóstwo ciekawych rzeczy do opisania – w końcu Dąbrowskiego to aż 8,5 km historii 😉 Na Ogrody rzadko się zapuszczam, ale jak kiedyś przypadkiem tam trafię, to postaram się pamiętać, żeby zerknąć na skrzyżowanie Dąbrowskiego z Polską :)

      Odpowiedz
  2. BM

    Jeszcze w latach siedemdziesiatych na Ogrodach u zbiegu ulic Piękna i Nowina stała budka drużnika lini kolejowej Poznań- Stargard. Mam pamiątkę po tejże linii kolejowej w postaci podkładu kolejowego. :)

    Odpowiedz
  3. Paweł Tomaszewski

    Piszesz tak lekkim językiem, że chce się to czytać. Dodajesz fajne ciekawostki i rozluźnienia, jak na przykład wypowiedź Meksykanina. Intrygujący wpis, bardzo ciekawy, sporo wiedzy w nim pomieściłaś. Super! :)

    Odpowiedz
    • Joanna Dark Autor wpisu

      Bardzo dziękuję za miłe słowa! :) Starałam się jak najlepiej poskładać w całość to, co najciekawszego o Jeżycach usłyszałam i przeczytałam. A warto się tym dzielić, bo to naprawdę interesujące miejsce na mapie Poznania. Mam nadzieję, że jak najwięcej ludzi się o tym dowie i turystyka na Jeżycach zacznie kwitnąć :)

      Odpowiedz
  4. Jola

    Super wpis. Moja siostra wynajmowała mieszkanie kilka lat na Jeżycach, więc bywałam tam i miło popatrzeć na znajome budynki. Świetnie było poznać historie tej dzielnicy.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *