60 metrów nad Bałtykiem

Idziemy ostrożnie po 60-metrowym klifie. Ja stawiam kroki nie tyle ostrożnie, co niepewnie. Lęk wysokości daje o sobie znać i wzmaga się ilekroć ścieżka niebezpiecznie zbliża się do urwiska. Widoki roztaczające się z tego poziomu wprawiają w zachwyt, toteż pokusa zbliżenia się do krawędzi jest spora. Na szczęście, oprócz zdrowego rozsądku, powstrzymuje mnie przed tym wprawiający w drganie kolan lęk.

– Ciekawe, czy ktoś stąd kiedyś spadł – zastanawiam się głośno. Na odpowiedź nie czekam długo. Za chwilę mija nas grupka młodzieży i mimochodem słyszymy ich rozmowę.

– Gdzieś tutaj stał ten krzyż. Może go zabrali? A może to było trochę dalej…

My dalej już nie idziemy. Ścieżka zmienia się z oficjalnej i oznakowanej w dziko wydeptaną dróżkę, którą od urwiska dzieli może 20 centymetrów. Tego krzyża to pewnie tam trzeba szukać…

Klif w Gdyni-Orłowo

Klif w Gdyni Orłowo, mimo całego  przerażenia, które wzbudza we mnie, od kilkunastu lat otwarcie przyznającej się do lęku wysokości, wywołuje jeszcze większy zachwyt i szacunek dla potęgi przyrody.  To wyjątkowe miejsce nad morzem Bałtyckim, które zdecydowanie warto zobaczyć! Jak przystało na miłośniczkę adrenaliny, nie waham się ani chwili, żeby wspiąć się na punkt widokowy i strzelić pamiątkowe zdjęcie. Walka z lękiem wysokości oczywiście ciągle trwa.

Klif w Gdyni-Orłowo

Zaskakujące, że na takiej wysokości i w tak bliskiej odległości od przepaści, nie zamontowano żadnych barierek. Najbardziej ekstremalni poszukiwacze najładniejszych ujęć, decydują się na spektakularne selfie tuż przy krawędzi klifu. My wolimy jednak podziwiać niesamowite widoki z nieco większego dystansu. A jest na co popatrzeć.

Z prawej strony, na styku z błękitem Zatoki Gdańskiej, maluje się zarys Gdańska z wyrastającymi ponad horyzont żurawiami portu. Dalej na prawo rysuje się nabrzeże Obrońców Westerplatte, sopocka plaża, a w końcu urokliwe molo Orłowskie i spokojna przystań rybacka z kilkoma łodziami na brzegu. Na lewo Stocznia Gdyńska przecina wody Zatoki Puckiej, a po środku, jak okiem sięgnąć, rozpościera się morze. Pod nami widać spacerujących niespiesznie turystów, którzy marsz na szczycie mają już zapewne za sobą i zrelaksowani kierują się w stronę najbliższej restauracji.

My również tam zmierzamy. Najpierw jednak musimy nieco odbić od krawędzi klifu, żeby wejść na oznaczoną ścieżkę, prowadzącą spokojnie przez las. Z prawej strony drogi groźnie wyrastają ponad powierzchnię ziemi betonowe bunkry. Jeden z nich, zepchnięty celowo do morza z powodu zagrożenia dla bezpieczeństwa turystów, mijamy później na dole, spoczywający na brzegu. Zanim tam jednak dotrzemy, nachodzą mnie wątpliwości, czy aby na pewno idziemy w stronę plaży, a nie kierujemy się do centrum Gdyni. Trasę można bowiem zakończyć na gdyńskim bulwarze, ale my planujemy zejść z klifu i wrócić do Orłowa plażą. Już chcę zacząć namawiać Marcina do odwrotu, kiedy naszym oczom ukazuje się dość strome zejście i biały piasek orłowskiej plaży.

Teraz i my powolnie kierujemy się w stronę, z której przyszliśmy, z tą różnicą, że tym razem, zamiast wytężać wzrok za horyzont, raz po raz zadzieramy głowy wysoko, by ponownie uzmysłowić sobie, jakie cudo postawiła w tym miejscu Matka Natura. Momentami plaża jest kamienista, co utrudnia chodzenie, ale cały spacer nie zajmuje dłużej niż 15 minut. Zresztą na górze też nie spędziliśmy wiele czasu, bo maksymalnie 45 minut z przystankami.

Wygłodniali po lekkim śniadaniu, liczymy na świeżą rybę smażoną w polecanej w Internecie tawernie, znajdującej się tuż przy molo. Niestety, mimo dużych pomieszczeń w środku, wszystkie miejsca są już zajęte. Naprzeciwko tawerny do swojego wnętrza zaprasza pizzeria, ale po takiej dawce morskiej bryzy i jodu, mamy ochotę wyłącznie na solidny kawał ryby, po który w końcu jedziemy z powrotem do Gdańska. Odstawiając talerze po niezbyt dobrze przyrządzonym dorszu, spoglądamy na zdjęcia zrobione kilka godzin wcześniej. Nie po to, żeby utwierdzić się w przekonaniu, że warto było tam jechać, ale dlatego, żeby jeszcze raz nacieszyć oko widokami – chociaż na małym wyświetlaczu aparatu.

Znacie podobne miejsca nad Bałtykiem? Podzielcie się koniecznie w komentarzach!

3 myśli nt. „60 metrów nad Bałtykiem

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *